O MNIE

Jestem uzależniona od zakupów, nimi poprawiam sobie nastrój. Zawsze się cieszę z tego, co upoluję. Trochę szyję, szydełkuję, wyszywam, ozdabiam swoje mieszkanie. Przeważnie daję nowe życie przedmiotom, które już straciły dla poprzedniego właściciela znaczenie. Przerabiam i mam z tego ogromną frajdę.


Użycie moich zdjęć bez mojej zgody jest kategorycznie zabronione. Jeżeli chcesz z któregoś skorzystać, zapytaj.


KONTAKT

sylwiabea@wp.pl





Kategorie: Wszystkie | DIY | decoupage | haft | inspiracje | moda | retro | sprzedaż | szycie
RSS
niedziela, 17 lutego 2013
LATA 70.

Jak pisałam w poprzednim poście mam wiele nowych nabytków - oryginalne lata 70. Sukienkę, którą dzisiaj prezentuję nawet nie musiała dotknąć igłą, gdyż natrafiłam na idealny rozmiar. Mało tego, kiecka jest w idealnym stanie, jakby nie była noszona. Kupiłam ją w komplecie ze skórzanym paskiem, ale nie tym ze zdjęcia, gdyż o tamtym zapomniałam przed sesją. Trudno, zaprezentuję kiedy indziej.

Zdjęcia pochodzą z kilku niemieckojęzycznych czasopism PRAMO z lat 70., które są w moim posiadaniu (kupiłam w zeszłym roku na Allegro mega pakę czasopism z lat 60., 70. oraz 80.) Na manekinie zawiesiłam naszyjnik, który sama zrobiłam, no trochę nie pasuje do stylu lat 70., ale chciałam się pochwalić nowym wytworem.

20:26, sylwiabea , retro
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 lutego 2013
RÓŻOWE LATA 70.

Nie jest tajemnicą, że głównie zaopatruję się w nowe ubrania (i tu powinien się pojawić cudzysłów, bo jakie one nowe) w sh. Jestem ciekawym klientem, bo kupuję to, czego inni nie chcą. Nawet nie spoglądają na to, od czego ja dostaję palpitacji serca. Cała sytuacja mnie nie smuci, bo to co ja kupuję, ma swoją historię i jeszcze bardzo niską cenę (zwykle 2-3 zł). Ogromnym atutem ubrań kupowanych przeze mnie jest ich jakość. Są to przeważnie rzeczy uszyte w 100% z wełny pierwszej klasy. Ostatnio mam dużo szczęścia do ubrań z lat 70. i 80. Kupiłam kilka tygodni temu coś na podobieństwo krótkiej kurtki, ale bez podszewki i oczywiście w mega rozmiarze. Trzeba ją było zmniejszyć i dla wygody noszenia podszyć. Zajęła się tą skomplikowaną czynnością moja krawcowa. Takie rzeczy wolę oddać fachowcowi. Kurtka jest prawie gotowa, przymierzałam ją we środę, ale do odbioru będzie w przyszłym tygodniu. A zapomniałabym, zmianie też musiał ulec kołnierz. Ach te kołnierze z lat 70. bawią mnie, ale nie mam odwagi przywdziać stroju z czymś takim. Aż tak odważna to ja nie jestem. Jeszcze mnie coś zastanowiło, nie tylko jakość ubrań z lat 70. pochodzących z Danii, Niemiec, W.Brytanii tak chętnie kupowanych przeze mnie, ale kolory. Są one soczyste, piękne, takich nie było na polskich ulicach w tamtym okresie. Tu się przyznaję, że to sama doskonale pamiętam, jak to było. Pamiętam tę wszechogarniającą szarzyznę i przytłaczający smutek w polskich strojach. A te zza żelaznej kurtyny są cudowne i gdzie tu sprawiedliwość? Na dowód zamieszczę fotki z niemieckiej prasy z tego okresu.

23:51, sylwiabea , retro
Link Komentarze (3) »