O MNIE

Jestem uzależniona od zakupów, nimi poprawiam sobie nastrój. Zawsze się cieszę z tego, co upoluję. Trochę szyję, szydełkuję, wyszywam, ozdabiam swoje mieszkanie. Przeważnie daję nowe życie przedmiotom, które już straciły dla poprzedniego właściciela znaczenie. Przerabiam i mam z tego ogromną frajdę.


Użycie moich zdjęć bez mojej zgody jest kategorycznie zabronione. Jeżeli chcesz z któregoś skorzystać, zapytaj.


KONTAKT

sylwiabea@wp.pl





Kategorie: Wszystkie | DIY | decoupage | haft | inspiracje | moda | retro | sprzedaż | szycie
RSS
poniedziałek, 26 grudnia 2016
ŚWIĘTA 2016

22:43, sylwiabea , DIY
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 marca 2016
WESOŁYCH ŚWIĄT

Wszystko wykonane własną ręką. No prawie wszystko;)

19:26, sylwiabea , DIY
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 sierpnia 2012
KROPKI NOWA EDYCJA

Jestem tak zadowolona z mojego ostatniego wytworu, że postanowiłam pokazać nową odsłonę kropek, tym razem z czerwonymi dodatkami.

sukienka: ESPRIT/sh/DIY

buty: Trotta&Pagano/Allegro

broszka: prezent do Małgosi

torebka: skóra/sh

23:36, sylwiabea , DIY
Link Komentarze (6) »
czwartek, 26 lipca 2012
KROPKI NIE TYLKO DLA MAGDY M.

Po wnikliwej analizie pism kobiecych z lat 50. zauważyłam, że kropki były niezwykle modne. Szczególnie wielki wysyp kreacji w kropeczki pojawiał się w okresie letnim. A współcześni producenci odzieży jakoś zapominają o tym sympatycznym wzorze. Postanowiłam coś zorganizować na własną rękę. Jakiś czas temu zakupiłam w sh za pare groszy wielką kiecę (rozmiar 42). Po długim procesie technologicznym zmniejszyłam ją do dużego 36. Nie udało mi się bardziej. I tutaj muszę się zgodzić z Marchewkową, że łatwiej coś uszyć od podstaw niż poprawiać.

Starałam się, aby mój twór był jak najbardziej zbliżony do trendów lat 50. Na ramionach z odciętych kawałków umieściłam coś na podobieństwo kokard, ale to tylko paski, gdyż nie miałam więcej materiału. Zapomniałam zrobić zdjęcie "przed", ale sukienka wyglądała podobnie jak na poniższym obrazku. Efekt końcowy mnie bardzo zadawala i cieszy. 

21:09, sylwiabea , DIY
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 marca 2012
NAJBRZYDSZY MATERIAŁ

Na pierwsze szycie po wielu latach wyciągnęłam ze swoich przepastnych zapasów najbrzydszy materiał, jaki tylko miałam. Ostatni raz szyłam coś dla siebie w całości jakieś 15 lat temu i teraz miałam wielkie obawy, czy podołam, czy mi się uda. Dlatego na wszelki wypadek użyłam materiału, którego bym nie żałowała w razie niepowodzenia. Do krojenia i szycia podchodziłam pare razy, jak do jeża. Ale się udało, no może nie jest idealnie, ale to nie do końca moja wina. Wykrój z BURDY 06/2011, którego użyłam nie jest doskonały. Jak na rozmiar 36 jest dość obszerny, musiałam zwęzić w plecach (dzięki pomocy i uprzejmości Pana Męża;), podkrój pod szyją też jest na kogoś większego i lekko odstaje. Próbowałam z tym coś zrobić, ale nie do końca wyszło. Sugerowany materiał w BURDZIE to rozciągliwa bawełna, ale ja użyłam wełny, dlatego nie zwężałam bardzo, bo bałam się, że później nie wejdę. Jednak można jeszcze śmiało zebrać nadmiar materiału, na pewno to zrobię następnym razem.

Całkowitą porażką okazał się kryty zamek, który jest zupełnie niekryty. Widać go nawet z odległości 100 m, ba, nawet z kosmosu. Aby ułatwić sobie szycie przeniosłam go z boku na tył, ale na niewiele się to zdało. Teraz już nie zrobię nic więcej, bo nie mam odpowiedniej stopki do mojej zacnej maszny ŁUCZNIK 747. Maszyna już pare lat ma i obawiam się, że takiej stopki do wszywania zamków krytych, to ja nie dostanę. Przejrzałam kilka stron w internecie i moje obawy rosły z minuty na minutę.

Z czystym sumieniem mogę polecić użyty przeze mnie wykrój. Planuję na bazie tej bluzki uszyć jeszcze sukienkę w stylu lat 50. Znowu wybrałam materiał brzydki jak noc, ale na czymś trzeba się uczyć.

Właśnie zainspirowana modą lat 50. do mojego dzieła doszyłam pasek z kokardą. Świetnie to wygląda, przynajmniej mi się tak wydaje;)

 

19:42, sylwiabea , DIY
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 lutego 2012
DIY

Do przeróbki zostałam zmuszona, nie to że mi się chciało. Nie będę opisywać mojego rozczarowania, gdy zakupiony sweter dokładniej obejrzałam w domu. Tak właśnie bywa, gdy robi się zakupy w sh w dniu dostawy. W czasie łowów niekiedy trafia się na "ranne sztuki";) Zainwestowałam sporo, bo sweterek 100% wełny kosztował mnie aż całe 16 zł. Prawdę mówiąc kupiłam go mężowi, który od początku był mu przeciwny, bo fason nie taki, to nie jego kolorystyka, a ja się uparłam, a trzeba było męża posłuchać. Jednak nie ma tego złego... Mam teraz wielgachny sweterek do rurek na wiosnę.

19:34, sylwiabea , DIY
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2012
NA ZIMĘ POPEŁNIŁAM

Tuż przed nadejściem mroźnej zimy udało mi się ukończyć komin i czapkę. Komin miał być początkowo szalikiem, ale z biegiem czasu zmieniła się koncepcja. Oj, dużo tego czasu upłynęło, jakieś 2-3 lata. Połowa zrobionego szalika leżała sobie w wiklinowym koszyczku i pokrywała się coraz to grubszą warstwą kurzu. Ja niestety tak często mam, że coś zaczynam i nie kończę. Wracając do szalika, który został kominem, powstał on z połączenia brązowej moherowej włóczki i niebieskiej bawełny. Brąz onegdaj stanowił wielce nieudany sweter, który misternie wydziergałam, bardzo nieumiejętnie wyprałam i rzuciłam w kąt. I nastąpiła brązu reaktywacja, ale dodałam coś świeżego, bo jednak jest trochę w tym prawdy, że brąz postarza. Tak mówią i chyba coś w tym jest, bo po dodaniu niebieskiego w dwóch odcieniach, wszystko jakoś inaczej zagrało. 

21:30, sylwiabea , DIY
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 sierpnia 2011
SMALL DOG

We wcześniejszym poście wspominałam o nowym lumpeksie w moim mieście, może nie stał się on moim ulubionym sklepem, gdyż przed wejściem należy porządnie napiąć mięśnie i wystawić łokcie, ale rzeczywiście można tam nabyć prawdziwe perełki. Ze dwa tygodnie temu kupiłam tam w wyjątkowo szlachetnym gatunku sweterek/bluzeczkę. Już kiedyś pisałam o tym, że mam świra na punkcie szlachetności i naturalności noszonych rzeczy. Bluzeczka to w połowie kaszmir i w połowie jedwab. Cena była śmiesznie niska - jakieś 4 zł, natychmiast wrzuciłam sweterek do koszyka. No cóż, przy bliższym poznaniu okazało się, że jeden z rękawów w okolicy łokcia ma wiele plam. Nie pomogły odplamiacze i inne metody czyszczenia. Musiałam coś z tym zrobić, bo wyrzucić przezież nie mogłbym takiego cudeńka;) Wzięłam ostre nożyczki i obciełam rękawy powyżej plam. Aby nadać bluzce trochę charakteru, postanowiłam wyhaftować jakiś wzorek nawiązujący do lat 50. Znalazłam wiele haftów retro i podpowiedzi na innych blogach. Cały proces tworzenia aplikacji z psiakiem można obejrzeć tutaj. 

Do haftowania użyłam grubych nici bawełnianych. Dekolt i rękawy obszyłam stębnówką. Pierwszy raz w życiu (i chyba nie ostatni;) wyszywałam na garderobie i stwierdzam, że nie jest to takie trudne. Wzór trochę zmodyfikowałam, gdyż na szyi pieska doszyta będzie atłasowa granatowa lub turkusowa wstążka.

21:14, sylwiabea , DIY
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 sierpnia 2011
DZIEWIARKA (NIE)DOSKONAŁA

Na początku sierpnia na moim osiedlu otworzono nowy ciucholand, bardzo mnie ten fakt ucieszył, chociaż mam na temat tego nowego przybytku mieszane uczucia. Zachodzę tam tylko w czwartki lub piątki, dni zgoła bezpieczne, tak bezpieczne, gdyż poniedziałek lub wtorek to czas, kiedy grozi śmierć, albo przynajmniej poważny uszczerbek na zdrowiu. A mnie życie i zdrowie jest miłe:) Sobota to też czarny dzień, gdyż wszystko jest po 1 zł, tłumy nieprzebrane, falami napływające, z rąk sobie wyrywające przerażają mnie, zdecydowane wolę tego wszystkiego uniknać dla własnego zdrowia psychicznego. Przyznaję szczerze, że jednak warto tam zaglądać, ceny nadal są zachęcające, pewnie za kilka tygodni wszystko się zmieni, ale póki co trzeba korzystać.

I korzystam, dzisiaj zakupiłam górę ciuchów w doskonałym stanie, ale najbardziej cieszę się z 0,5 kg włóczki - 100% duńskiej wełny na druty nr 6-7 za 10,50 zł. TAK, to nie pomyłka, za 10,50 zł. Zamierzam z niej sama wykonać prosty sweterek na zimę. Nie wiem, czy z tego coś wyjdzie, bo jestem dziewiarką bardzo niedoskonałą. Owszem, kiedyś robiłam swetry na drutach, ale to zamierzchłe czasy - w okresie późnego PRL, czyli w końcówce lat 80-tych ubiegłego wieku, wtedy niczego nie było i aby trochę wyróżniać się z szarego tłumu trzeba było sobie samemu coś wydziergać lub uszyć. Onegdaj modne były gigantyczne swetry, które dzięki swojej prostocie wychodziły mi doskonale. Nie wiem, czy teraz podołam wyzwaniu, ale co tam, spróbuję, nakupiłam literatury fachowej dla odświeżenia pamięci i biorę druty w dłoń. Życzcie powodzenia;)

 

20:33, sylwiabea , DIY
Link Komentarze (3) »